Kyu
***
Na sali zapada grobowa cisza. Nawet wieśniacy przybyli do królowej kończą konwersację z sąsiadem. Nawet królowa, udzielająca rady niżej położnemu mieszkańcowi, ucicha. Podnosi tylko wzrok swoich niebieskich jak morze oczu, by ich zobaczyć. Strażnicy rozsuwają się, a zza ich mieczy widać już dwie postacie.
- No, Arsane! To twój krnąbrny synuś! - oznajmiam, trzymając księcia za rękaw i podchodząc do tronu. Chłopiec wyrywa mi się i biegnie do matki, na co nie zwracam większej uwagi.
- Dziękuję ci - mówi wreszcie, z Garethem na kolanach. Jej głos jest pełen radości i wdzięczności, które rzadko odwiedzają moje serce.
Stoję tak chwilę, patrząc wyczekująco to na królową, to na strażników. Arsane widocznie musi otrząsnąć się ze szczęścia, bo zajmuje jej trochę czasu zrozumienie, o co chodzi. Wkrótce jednak podnosi dumnie głowę, już z normalnym, władczym wyrazem twarzy i gestem ręki pokazuje na mężczyznę obok. Ten podchodzi do mnie i próbuje wziąć mnie pod rękę, co automatycznie odrzucam.
- Lady - mówi.
Śmieję się chwilę, po czym odpowiadam:
- Czy jak wyglądam na lady? - chwilę milczy, zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Każda wysoko urodzona kobieta jest lady.
Robię zdezorientowaną, a potem lekko wściekłą minę. Skąd zna moje pochodzenie? A może tylko mu się tak powiedziało?
- Nie jestem wysoko urodzona- oznajmiam stanowczymi tonem, patrząc na jakiś wyimaginowany punkt przede mną.
Strażnik milczy, co zdradza mi jego niewiedzę. Uśmiecham się pod nosem, w chwili, gdy skręcamy kamiennym korytarzem do skarbca. Mężczyzna puka, a drzwi otwierają się błyskawicznie jak za dotnięciem magicznej różdżki. Nie jest to jednak żadna odmiana magii, bo po chwili zauważam służących za drzwiami, trzymających złotą klamkę w rękach. Zachwyca mnie jednak bardziej ściany wyglądające jak ze złota. Przejeżdżam ręką po śliskiej jak marmur płacie i odwracamy głowę do strażnika.
- To złoto? - pytam.
Kiwa głową. Patrzę na niego wyczekująco, domagając się szczegółów.
- Jakiś pozłacany kamień, czy coś. Nie wiem. Nie jestem od tego - wzdycha.
Mój zachwyt „pozłacanym kamieniem” wkrótce przemija, bo strażnik otwiera przede mną wrota i moim oczom ukazuje się skarbiec pełen złotych pieniędzy, milionów walut. Leżą tam również klejnoty, złote ozdoby, kamienie szlachetne - wszystko, co ktoś taki jak ja pragnie. Mężczyzna wręcza mi garść złotych monet, które przyjmuję. Patrzę jeszcze chwilkę na to bogactwo i wychodzę. Rozglądam się w obie strony - chwilowo nachodzi mnie myśl, by wrócić i wykąpać się w złocie, która rozprysa się na głos strażnika.
- Za mną. Dostanie lady konia i prowiant, by bezpiecznie wrócić do domu.
- Gdybym jeszcze miała dom - uśmiecham się wrednie i podążam za mężczyzną w głąb zamku.
***
- Giermek? - westchnęłam. - Naprawdę, Arsane?
Białowłosa skinęła głową, wskazując na młodzieńca trzymającego konie. Był niski i miał brązowe włosy, wyglądał na bardzo młodego. Zbyt młodego, by zostać rycerzem.
- To Tariel, siostrzeniec Wargha Khnee - wytłumaczyła.
- Skąd wytrzasnęłaś siostrzeńca tego dzikusa? - spytałam, przejmując wodze od chłopaka i wsiadając na czarnego konia.
- Ailen pewnego razu wrócił z nim z wyprawy, jego matka zaś zmarła chwilę potem wskutek otrzymanych obrażeń, więc postanowił go zatrzymać.
- Bękart? - zaśmiałam się.
Arsane posyła mi wściekłe spojrzenie, na które odpowiedziałam uśmiechem. Życzy miłej drogi i odchodzi w głąb pałacu. Konie ruszają z tupem kopyt. Tariel próbuje dorównywać mi tempem, ale i tak co chwilę musi kłusować. Po wyjechaniu z lasu otaczającego miasto, spytał:
- Gdzie jedziemy, pani?
Zignorowałam jego dystyngowane dopowiedzenie, miałam nadzieję, że sam z siebie się tego oduczy.
- Jak to gdzie? - zdziwiłam się. - Do Błękitnej Doliny Azarhire.
Błękitna Dolina to nic innego, jak źródło przerażających bajek starszych ludzi, które opowiadają młodziakom. Słyszy się o błękitnowłosych demonicach i czerwonowłosych elfach, syrenach i magicznych wilkach. Jadę tam jednak nie z powodu obalenia tych wszystkich opowieści, a znalezienia Moen zamieszkanego przez ród Khnee. Czyli Miasta za Błękitnym Lasem, jak to mawiali na zachodzie. Mój giermek aż wzdryga się na tę myśl - potwory? Magiczne stworzenia?
Nie zwracam uwagi na jego pojękiwania i wywody, a może jednak tam nie jedźmy? Rozumiem, że się boi. Też się kiedyś bałam różnych rzeczy związanych z krwią, mieczami i złymi ludźmi. Teraz tym żyję i wcale mi nie wstyd.
W zasadzie strach to błogosławieństwo. Instynkt. Bodziec. Rzecz, bez której nasz umysł działałby jak ciało bez kończyn.
- Wiesz co, giermku? - podnosi na mnie wzrok, a ja unoszę głowę i się uśmiecham. - Cieszę się, że się boisz.
- Dlaczego? Strach jest dla tchórzy - zganił się. - Lady się nie boi niczego.
Śmieję się, a zdezorientowany Tariel popatrzył na mnie jak na wariatkę.
- Jeśli myślisz, że nawet najdzielniejszy z najdzielniejszych niczego się nie boi, to jesteś w błędzie. - mówię - Boję się wielu rzeczy. Strach to instynkt. Coś ważnego.
- Czyli nie jestem tchórzem? - pyta.
- W żadnym przypadku - oznajmiam żartobliwie, a on oddycha z ulgą.
Po dłuższym dystansie zatrzymujemy się w przydrożnej karczmie. Oddaję giermkowi moje wodze, a on przypina je do słupa obok drewnianego budynku. Gdy wchodzę, z na w pół przebitej mieczem rynny wylewa się parę kropelek wody, które moczą mi głowę. Tariel podskakuje gdy woda pluska na jego głowie, co od razu poprawia mi humor. Strachliwy, tchórzliwy Tariel z rodu Khnee. Nigdy nie znałam kogoś kto odważyłby się być tchórzem wokół odważnych wojowników z Moen.
Siadamy przy pierwszym lepszym stole. Jakaś kobieta podaje nam grochówkę, dziękuję jej monetą. Tariel strasznie siorbie, co jednocześnie mnie śmieszy i irytuje. Obok nas siedzą rycerze z Violence, poznaję po ślicznych, srebrno-fioletowych zbrojach i piórach na hełmach. Jeden z nich przygląda się mnie ze zdziwieniem, drugi bez cienia wątpliwości spożywa posiłek. Gdy podglądacz wstaje, łapię za nóż jednak nie wyciągam go. Posyłam mu wściekłe spojrzenie, a ten zdumiony szepcze coś do towarzysza i wychodzą. Tariel przygląda się zdarzeniu i dziwnie na mnie patrzy, gdy ci opuszczają lokal.
- Kim ty jesteś, że Srebrne Dusze się ciebie bały? - dziwi się.
Przenoszę wzrok na bruneta i rozbawiona odpowiadam:
- Więc tak tu na nich mówicie? Srebrne Dusze?
Nie odpowiada, więc wracam do konsumowania ohydnej grochówki.
Po jedzeniu wychodzimy jakby nigdy nic z lokalu. Lekko zniechęcony niesmacznym posiłkiem Tariel wlecze się za mną. Gdy podchodzę do płotu, koni nie ma. Chłopak przygląda się miejscu zdarzenia z niezadowoleniem, a moja twarz zaczyna czerwienieć.
- Ty niewychowany, tchórzliwy gadzie! - krzyczę, kopiąc płot tyłem do niego - Gdzie są te konie?! Miałeś je przywiązać!
- Przywiązałem, milady. Nie wiem, gdzie mogą być, ale je przywiązałem. - odpowiada.
- Po co mi cholerny giermek?! - wrzeszczę, odwracając się do Tariela - Sama poradziłabym sobie lepiej!
- Możliwe, ale tylko ja lady zostałem i tylko ja jestem przepustką do Moen.
Prycham z niezadowoleniem. To będzie długa, pełna przygód droga.
Yooo! >D
OdpowiedzUsuńMi się tam nazwa rozdziału strasznie podoba, huhu. <3 Cieszę się, że się boisz - to tak fajnie brzmi! Szablon też ładniutki! Swoją drogą to może znajdę jakiś fajny na szablonownicy.
" - Za mną. Dostanie lady konia i prowiant, by bezpiecznie wrócić do domu.
- Gdybym jeszcze miała dom" - BADUM TSS! <3
Ogólnie to takie yuhu. Ja też tak ce. Żeby mnie wprowadzili do skarbca *co troszku dziwne żeby wprowadzili w ogóle kogoś do skarbca ot tak*.
"- Bękart? - zaśmiałam się." - I tutaj automatycznie przed oczami mam Grę o Tron. Matko, obejrzałam tylko 3 odcinki, jestem niewinna! Kij z tym, że koleżanka wszystko mi relacjonuje. ("ten co mu ucięli, no, wiesz któryyy..." i tym podobne!).
Huhu. Średniowiecze i tchózliwy giermek. Już lubiem. Teraz tylko nie zapomnieć, proszę.
Btw, tekst ci wyśrodkowało - nie wiem, czy to tak specjalnie czy nie. :v
Oki, pozdrówka. Mam jeszcze dzisiaj ważną misję do wykonania. Tylko lecę po ekwipunek i idem. Dam radę.
Pozdrówkaaa! :3
Królik, do którego chciałam znaleźć jakiś epicki rym, ale nie znalazłam i jestem zasmutkowana.
Co do Gry o Tron to mogę szczerze powiedzieć, że zainspirowała mnie do napisania tego. XD Jeden z moich ulubionych seriali. Automatycznie szablon mi tekst wyśrodkowuje, nic z tym niestety nie mogę zrobić. :< *ale pewnie i tak zmienię go dziesięć razy, więc spoko*. Tradycyjnie dziękuję za komentarz :)
Usuń